niedziela, 25 października 2015

znaki zapytania

od razu lojalnie ku przestrodze- notka nudna, długa i pewnie na zasadzie przelania myśli chaotycznych. także do tych, których studia nie bardzo interesują- możecie już obejrzeć zdjęcie i pominąć kaskadę liter poniżej ;)

...no i w sumie nie wiem od czego zacząć. po pierwsze moją 3-tygodniową nieobecność uznajcie za wystarczająco wymowną w kwestii ilości pracy. nie wracam na weekendy do domu (a przecież zmieniłam decyzję na ,,Gdańsk" właśnie po to, żeby mieć tę możliwość, hehe), podstawowe czynności pokroju jedzenie, sen czy prysznic schodzą na dalszy plan, a czas im poświęcony- ograniczany do minimum. od miesiąca uczę się po jakieś 18h dziennie. serio. ilość materiału jest tak niewyobrażalna, że nawet nie wiem jak to opisać (sądzę że w październiku przerobiłam go tyle, co przez rok liceum). co przyjemniejsze- na studiach uczysz się sam. na wykładach dowiesz się raczej-zbędnych-ciekawostek, na ćwiczeniach będziesz robić to, czego musiałeś nauczyć się wcześniej, sam (wejściówki!). sam zdobywasz materiały, selekcjonujesz informacje. a podręczniki niestety niewiele tłumaczą, a jedynie opisują. z całym przekonaniem stwierdzam- jest cholernie ciężko. nie wiem, czy to specyfika uczelni (podobno GUMed wiedzie prym w płaszczyźnie tyrania studentów), samego kierunku czy... po prostu mojej niekompetencji (bądźmy szczerzy- ja nie należę do wybitnych. to co umiem mam tylko wypracowane). brakuje mi doby, dopiero teraz wiem co oznacza to zdanie tak w 100% (choć podobno i tak sobie folguję- inni deklarują 3h snu na dobę).
zmęczenie jest nie do opisania. czasem mnie mroczy, ciągle kręci mi się w głowie, krew z nosa w zeszłym tygodniu była normą. budzik ustawiam 10min wcześniej, bo wiem że przez kolejne 15 nie będę w stanie podnieść się z łóżka (absolutnie dosłownie- przez psychiczny wysiłek nie mam siły fizycznie. to nie jest kwestia ,,daj pospać jeszcze 5minut").
i pewnie- to (prócz mojego braku zdolności nadprzyrodzonych) wynika z tego, że ja lubię umieć. lubię mieć świadomość, że wiem. to jest cholerna satysfakcja. i praca daje efekty- aktualnie mam najlepsze oceny w grupie (same 4,5 i 5; przy skali ocen 2-5), choć nie do końca pokrywa się to z faktyczną wiedzą- materiału jest tyle że mamy szanse jedynie wykuć coś ,,z dziś na jutro", napisać i... zabrać się za nowe tematy. nie ma mowy o utrwalaniu informacji. tylko wciąż zadaje sobie pytanie- czy warto.
to taka ohydna dychotomia, która nie daje mi funkcjonować. bo za nic nie jestem w stanie złapać równowagi (na żadnej z resztą płaszczyźnie- teraz to widzę). nie potrafię odpowiedzieć na pytanie- czy życie polega na tym, żeby piąć się ku górze, by pracować ciężko, ale mieć efekty, czy właśnie powinnam skłaniać się w stronę przeżycia go po swojemu (w końcu jest tylko jedno. z resztą czy medycyna jest moją drogą też nie wiem- bo zainteresowanie i satysfakcja to chyba nie wszystko). i na ile druga opcja jest utopijnym myśleniem nie do końca dojrzałej osoby, które później pokutowałabym.... gorszą pracą (i tu znów- co ważniejsze? komfort psychiczny czy ustabilizowanie). czy można odnieść sukces robiąc co się lubi? co jest jego wyznacznikiem? czy warto teraz tracić zdrowie, całe lata po to, żeby później móc mieć ,,godne życie"? czy to jest warte? ja tak cholernie nie wiem tego wszystkiego. ale brnę.
poważnie myślę nad dziekanką, żeby się uspokoić, poukładać, odpocząć, poduczyć. myślę nad tym, co zrobić jak nie zdam (wysoce prawdopodobne mimo średniej ocen będącej chlubą rodu, serio), gdzie pójść, CZY pójść. niech mi ktoś da odpowiedzi na te wszystkie znaki zapytania, których w istocie jest o wiele więcej, tylko ileż można pisać.


curry ze świeżymi śliwkami, pieczonymi kukurydzą i kalafiorem, szpinakiem i cieciorką na mleku kokosowym; nerkowce, chleb

ku schyłkowi jesieni, jeszcze w domu (tj- zdjęcie jest zwyczajnie stare). z pewnością dałabym więcej tego mleka kokosowego, gdyby nie to, że okazało się, że go już w zasadzie nie mam. także gdyby ktoś chciał się sugerować- dajcie więcej mleka ;)


11 komentarzy:

  1. Medycyna owszem jest trudna, ale przez wszystko da się przejść . Jestem na na 4 roku na SUMie i mój 1.rok do najprzyjemniejszych też nie należał- też jestem osobą, która musi być zawsze przygotowana, gotowa do odpowiedzi a każda najmniejsza porażka wywołuje u mnie poczucie klęski i od razu spada mi wiara w siebie. Rozumiem Twoje odczucia, wahania, niepewność jutra. Musisz sobie zadać pytanie czy chcesz odpocząć w tym roku i za rok wrócić na te same studia, czy zmienić całkowicie kierunek, bo czujesz, że medycyna, to jednak była pomyłka. Im szybciej się zdecydujesz tym lepiej, bo nie ma sensu się męczyć. Znam wiele osób, które w ciągu 1.semestru rzuciły studia i teraz są zadowolone robiąc coś zupełnie odmiennego- choćby studiując ekonomię ;) Więc głowa do góry i trochę więcej wiary w siebie :)

    Pozdrawiam, Gosia

    ( przepraszam, że tak się rozpisałam :P )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gocha podpisuję się pod tym! Twoje snapy o 5:50 mnie przerażają.Myślę, że to bd dobra decyzja. A nóż jak jednak się zdecydujesz uda Ci się dostać do Poznania. Jak słyszę to wszystko o GUMedzie... to boże, tylko podpalić tą uczelnie.

      Usuń
  2. Zostawiłem sobie powyższą lekturę na sam koniec, dowlekając się zresztą do komputera po 4 dniowym kompletnym nieużytkowaniu z powodu, jakim jest totalny brak sił na cokolwiek. W każdym razie, widać co najmniej doskonale, jak potężny masz 'zapierdziel' na tych studiach, i szczerze mówiąc, werdyktem 'nie dostaje się Pan' wcale nie przejąłem się aż tak bardzo - w/g mnie po prostu materiał by mnie przerósł i przytłoczył tak od razu po liceum, to byłaby przeogromna praca. Życzę Ci, Gosiu, odnalezienia pewnego balansu - utrzymać się na roku, ale jeśli masz skończyć jako wrak człowieka, to się zastanów, czy nie warto spróbować jeszcze raz za rok. Nic się nie straci, a na koncie będzie doskonałe doświadczenie ("bo ja lubię umieć") ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. kochana podziwiam Cię bardzo mocno za tą wytrwałość, ambicje i ciężką pracę! początki nie są łatwe, wszyscy to wiemy, ale też nie warto przesadzać... mam nadzieję, że uda Ci się znaleźć równowagę i wszystko jakoś się ułoży, no właśnie - jakoś, jakoś tak, zeby było po prostu dobrze :) trzymaj się, wiesz, że trzymam za Ciebie kciuki i mocno wierzę w Ciebie! :*
    "ja lubię umieć".. no właśnie, ja też, także wiem co masz na myśli.
    danie - palce lizać, moje smaki <3
    buziaki!! xxx

    OdpowiedzUsuń
  4. Jako starsza koleżanka na kierunku prawo, powiem Ci tak; wypracujesz system. ja a samym początku mej drogi (październik 2013) myślałam szczerze nad tym, żeby zrezygnować i przez rok przygotować się psychicznie na to co mnie czeka. wzięłam się w garść i obecnie mam nawet czas na swojego chłopaka, haha ;). jedyne co ucierpiało to blog, ale nie żałuję, że zrezygnowałam.
    pamiętaj, że w takiej samej sytuacji jak Ty jest jeszcze multum studentów. chwała Ci za to, że starasz się ogarniać wszystko systematycznie, być może sesja będzie dla Ciebie łaskawa. nauczysz się uczyć - z zapamiętywaniem i przez łączenie faktów. pierwszy rok jest 'straszny' przede wszystkim ze względu na ogrom nowości - wyprowadzka, nowe miasto, nowi ludzie, zupełnie inne podejście do nauki.
    pamiętaj też, że studia to oprócz końcowego dyplomu, również niesamowita przygoda! co do tej dziekanki, to im bardziej o niej myślisz, tym bardziej czujesz się przytłoczona ogromem obowiązków. czasami najprostsze rozwiązania niekoniecznie są najlepszymi. rób sobie małe prezenty - długie spacery, nowe perfumy, w sumie cokolwiek. nie myśl o tym jaka jesteś biedna i ile musisz się uczyć - robisz to dla siebie. no i koniecznie myśl pozytywnie - bardzo bardzo dużo osób chciałoby być na Twoim miejscu :). jesteś szczęściarą!
    życzę Ci dużo wytrwałości, bo w początkowym okresie, to ona pcha do przodu. determinację chyba masz - ja o takich ocenach marzyłam, a potrafiłam po zarwanej nocy prosto od kodeksu iść na kolokwium i dostać marną (lub nie ;)) tróję.
    wdech, wydech, popraw koronę i do przodu!

    pozdrawiam z jesiennej Warszawy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie z 'medycyny' ale i tak z przyjemnością przeczytałam Twój komentarz i odniosłam go do swojej sytuacji, dzięki! :)

      Usuń
  5. Ja postanowiłam włanie wziąć się za robotę, brakowało mi tego 'robienia czegokolwiek', tworzenia moje własnej rzezywisto ści, a nie tylko czekania. Bo naczekałam się ostatnio, nie wiem na co, jakieś wielkie bum, a może małe przynajmniej, w każdym razie zapomniałam, ze to moja praca tworzy moje życie i chcę to odzyskać, a akurat jestem w sytuacji, kiedy mogę spokojnie się rozkręcać. Ale teraz już lepiej szybciej niż wolniej. Ale kto jak nie ja, powtarzam sobie i powtarzaj sobie ciągle Ty, bo zrezygnować można zawsze i lepsze to niż nie dać rady, kiedy tak naprawdę się da. No i wiedza jet naszą najlepszą bronią, ja się muszę właśnie wziąć za swoją i serio się biorę, koniec z głupotami. Piona, mistrzu, wiedziałam że będziesz najlepsza! Pokaż im wszystkim :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wygląda apetycznie! :)

    truskawkowa-fiesta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytam Ciebie od dawna i wyczekiwałam tego wpisu. Zaczynam mieć wątpliwości czy medycyna tez jest dla mnie, skoro jest aż tak ciężko, ze Ty masz trudności. Mam nadzieje, ze po zaliczeniu sesji wiosennej, gdy skończy się rok akademicki napiszesz, ze mimo wszystko było warto.

    OdpowiedzUsuń
  8. klimaty GUM znam od kilku znajomych, którzy tam studiowali. Dwie osoby z nich to moje dobre przyjaciólki. Nie słyszałam ani jednej pozytywnej opinii o tej uczelni, gdy tylko przeczytałam o tym, że tam trafiłaś to od razu przypomniało mi się co one tam przechodziły. Obie wyjątkowo inteligentne, ze świetnymi wynikami z matur, W swoich grupach (trafiły do różnych) miały najlepsze wyniki.
    Przez cały rok nie ruszyły się do swoich domów z Gdańska, zapierdziel nieziemski, o ich psychice wolę nie wspominać. Po roku jedna przeniosła się na lekarski do innego miasta, druga została w Trójmieście, ale zmieniła kierunek. Wreszcie odetchnęły i czują, że żyją, a mija im już piąty rok od zostania studentkami ;)
    Nie piszę, że Ty się nie odnajdziesz na gumedzie, ale może warto przemyśleć zmianę niekoniecznie samego kierunku, ale chociaż uczelni, jeśli tutaj nie dasz sobie rady.
    Odnośnie samej nauki - na medycznym po roku rzeczywiście lepiej zaczynasz ogarniać system, ale ilość wolnego czasu wcale się drastycznie nie zwiększa, po prostu uczysz się żyć w niedoczasie i spędzać czas z książkami częściej niż z żywym człowiekiem :D Albo się pokocha ten swoisty masochizm, albo znienawidzi (zostaje jeszcze opcja "nienawidzę, ale nie wyobrażam już sobie innego życia")
    Mam nadzieję, że odnajdziesz się w tym wszystkim bez uszczerbku na swoim zdrowiu, bo żadne studia nie są tego warte. Życzę dobrych wyborów!

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedy szłam na medycynę (wrocław) byłam chora na zaburzenia odżywiania. Pomijam fakt, że było to tysiąc lat temu, a ja jestem starszą panią.
    Wówczas ciągle musiałam udowadniać sobie ile jestem warta. Ile mogę osiągnąć, na co mnie jeszcze stać. Co jeszcze mogę zrobić aby być lepsza, najlepsza.
    Studiowałam 3 lata, uczyłam się bez przerwy. Dosłownie jestem pewna, że wiesz o czym mówię. Miałam świetne wyniki, stypendium, na roku byłam bardzo popularna właśnie przez moją ogromną wiedzę i przez to, że zawsze byłam przygotowana.
    Byłam jak w amoku,jak naćpana wiedzą. Nie myślałam o niczym innym tylko o nauce.
    Do tego wszystkiego byłam pewna, że to jest właśnie to co chcę robić, że będę pomagała ludziom , będę pełniła ważną rolę społeczną , że to moje powołanie.
    Nie chciałam mieć męża i dzieci wiedziałam, że praca to będzie całe moje życie.
    Och jak bardzo się pomyliłam :)
    Po zdaniu 3 roku wzięłam dziekankę aby te 3 lata sobie porządnie przyswoić i pomyśleć raz jeszcze czy aby na pewno chce aby tak wyglądały kolejne lata i czy na pewno chcę po tym wszystkim zamieszkać w szpitalu i oddać swoje życie. Ten rok przerwy był jeszcze bardziej wyczerpujący psychicznie niż wszystkie 3 lata studiów razem wzięte. Na prawdę nie miałam pojęcia co mam robić. Płakałam po nocach z bezradności i czekałam na jakąś pomoc.
    Zaczęłam myśleć o tym, co robiłam zanim zachorowałam na ed i zanim musiałam być we wszystkim najlepsza.
    Grałam na skrzypcach.
    Nie będę pisała całej historii bo jest długa i nudna ale tak w skrócie:
    zakochałam się we wspaniałym mężczyźnie, uczę gry na skrzypach i mam synka :)
    Cieszę się, że nie wróciłam do tego wyścigu szczurów , niestety większość osób nie jest tam z powołania, tak jak byłam ja i nie powinno być właśnie takich lekarzy (jak ja)
    Jeśli czujesz, że to Twoje powołanie- z czasem wyrobisz sobie system nauki i nawet zaczniesz spać :) Moi znajomi którzy od zawsze wiedzieli, że będą lekarzami chlali równo całe studia, wiedzieli kiedy można mieć wyjebane i na co, po prostu to czuli :)Lecz jeśli chcesz sobie tylko coś udowodnić i kiedyś mieć pieniądze i jakieś 'godziwe zycie" nie trać na to życia TERAZ.

    Koniec mojej przemowy :)
    pozdrawiam serdecznie i trzymam mocno kciuki, jestem ciekawa jaka będzie Twoja decyzja :)
    Aga

    OdpowiedzUsuń